22 lutego, 2016

Czasem słońce czasem...śnieg?

Zima, jesień, zima, jesień, zima? (wybierz właściwe). Ten post już od dawna czekał na publikacje, lecz zawsze coś innego okazywało się ważniejszego. Po tym, jak w niedzielę obudziłam się i zobaczyłam świat dookoła pokryty białym puchem, doszłam do wniosku, że jednak chyba mogę nadal pokazywać Wam zimowe uszytki.



Bardzo polubiłam te delikatne dodatki w postaci tasiemek, do tego stopnia, że przy zakupach w pasmanteriach wypatruję ciekawych wzorów, które będę mogła dołączyć do przyszłych projektów. Zawsze mam w szkatułce coś nadprogramowego (to chyba też taka przypadłość osób, które zajmują się rękodziełem). Uważam, że wyróżniają nas szczegóły, które składają się na wizerunek ogólny. Zatem sukces to dziecko szczegółu - tak mawiał mi domowy mędrzec:) To w domu nauczyłam się, że jeśli czymś się zajmuję mam to robić dobrze, by nikt po mnie nie poprawiał. Teraz do każdego projektu staram się dodać coś unikatowego, niepowtarzalnego, to tasiemkę, woreczek z wyhaftowanym logo, wyszukane guziczki, tak, by całość była jedyna w swoim rodzaju. W tym co robię zawsze zamykam szczyptę serca i dużo zaangażowania, bo cieszy mnie kiedy ktoś prosi o uszycie czy zaprojektowanie i wykonanie biżuterii. To swego rodzaju nobilitacja i dostrzeżenie, że produkcja masowa odchodzi do cienia, a na piedestał stawiana jest oryginalność. Odkryłam też, że sprawia mi ogromną radość robienie prezentów, a to na urodziny, na imieniny, a to na Dzień Babci i Dziadka, prezentów w całości wykonanych ręcznie, tak by całość, aż po opakowanie była specjalna i wyjątkowa.
Komplet uszyłam w roku 2015, na zimę - kiedy jeszcze myślałam, że będzie dłuuuga i mroźna. Składa się z przytulnego komina, który jest na tyle szeroki, że może mi posłużyć również za nakrycie głowy. Poniżej - rękawiczki, całość jest wykonana z błękitnej i karmelowej dresówki drapanej. Zima i w tym roku nas zaskoczyła (nie tylko Drogowców potrafi zaskoczyć:) - okazała się być mroźna i bardzo krótka - ale komin spisuje się też podczas jesiennej słoty a rękawiczki już czekają na następny sezon. Zastanawiam się jeszcze nad czapką by dopełnić całości, lecz skończył mi się materiał. Jak zawsze w najmniej oczekiwanym momencie!


Po pewnym czasie już zaniechałam prób znalezienia ubrań i dodatków w powszechnie znanych "sieciówkach". Każdy wygląda tak samo, ponieważ taką unifikację serwują nam koncerny. Nie łudźmy się, że mamy jakikolwiek wybór - na tacy dostajemy coraz to nowe kolekcje, które pojawiają się w ogromnej liczbie krajów w tym samym czasie, a ubrania po sezonie mają być niemodne i zużyte (jakość np. tkanin czy półfabrykatów daje wiele do zastanowienia i rzeczywiście, materiał rozciąga się, traci kolor). Nawet nieświadomie, kiedy potrzebuję konkretnej części garderoby, najpierw przeszukuję swoje "małe" zasoby tkanin i planuję co by tu przerobić lub uszyć. Często przeglądam też strony polskich projektantów. Wiem, że w tym wypadku płacę za jakość. Potem udaję się do outletu lub secondhandu a dopiero ostatnim punktem poszukiwań jest centrum handlowe. 
Cóż, jest choroba niespokojnych nóg - ja chyba mam jej odmianę - chorobę niespokojnego ducha, nie umiem usiedzieć w miejscu z założonymi rękoma, do tego stopnia, że mam wizje i sny rękodzielnicze. O zgrozo! Potrzebne mi lekarstwa? Co na to terapeuta?


Diagnozę stawiam sama: chorobus creativus (nieuleczlus). Lekarstwa? Chyba tylko takie: nowy szkicownik i porządny kalendarz, by wszystkie projekty ustawić w kolejce do realizacji! Na koniec zimowy look - mój komin jest trochę szerszy niż standardowe, dzięki czemu, mogę go założyć na głowę.


W głowie czają się miliony pomysłów i nowych projektów, ostatnimi czasy sporo koralikuję, mam nadzieję, że niebawem uda mi się pokazać nowości.
Bywajcie!
Em


6 komentarzy:

  1. Marcela12:28

    Emila, uwielbiam Twoją 'chorobę' i Twój styl pisania! :D Buziaki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Marcelko!Miło mi, że tu zaglądasz:)

      Usuń
  2. Świetny komin!, właśnie chłodniej się zrobiło...
    Znam tę chorobę, też mam sny i gonitwę myśli, wszędzie widzę inspirację :) Od wczoraj mam kalendarz. Papierowy. Nie nadążam już z różnościami, czas przystopować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ha..! dobre z tymi snami.No cóż, ja ma to samo:) ale jakie to fajne nie? Tylko żeby ktoś coś z czasem zrobił żeby się wydłuuuuużył, to i pomysły wszystkie by sie zrealizowały

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha..! dobre z tymi snami.No cóż, ja ma to samo:) ale jakie to fajne nie? Tylko żeby ktoś coś z czasem zrobił żeby się wydłuuuuużył, to i pomysły wszystkie by sie zrealizowały

    OdpowiedzUsuń